O kapliczkach, krzyżach i figurach przydrożnych


Chrystus Frasobliwy













Barokowa kapliczka domkowa (kapliczka turecka) w Nowinach Horynieckich
Nowiny Horynieckie (gm. Horyniec-Zdrój, pow. lubaczowski, woj. podkarpackie) są malowniczo położoną wsią na pograniczu Roztocza, w dolinie potoku Nowiny. W jej wschodniej części, przy rozstaju gruntowych dróg, w najwyższym punkcie rozległego wzniesienia (50°13'29.9"N 23°23'45.2"E), stoi murowana domkowa kapliczka przydrożna, której powstanie tradycja wiąże z epizodem wojny polsko-tureckiej w 1672 r., znanym pod nazwą "wyprawa na czambuły" hetmana Jana Sobieskiego.  Nazywana jest nieraz "kapliczką turecką" lub "kapliczką Sobieskiego".

Barokowa, murowana, tynkowana kapliczka domkowa z sygnaturką (wieżyczką na dzwon) ma trójpołaciowy dach kryty blachą (niegdyś gontem). Z boków  półkoliście zamknięte otwory okienne, z przodu trzy wnęki na figurki. W środku ołtarz z drewnianą rzeźbą św. Jana Nepomucena oraz dewocjonalia. Z prawej strony kapliczki stoi krzyż kamienny z datą 1914-1920 i napisem Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie.  
Kapliczka turecka w Nowinach Horynieckich Kapliczka Sobieskiego, Nowiny Horyneickie Kapliczka Sobieskiego, Nowiny Horynieckie
fot. 2004 fot. 2000 fot. 2016
Kapliczkę mieli zbudować jeńcy wdzięczni za uwolnienie pod Nowinami  z jasyru tatarskiego przez oddziały Jana Sobieskiego, na pamiątkę zwycistwa. Budulcem był kamień bruśnieński wieziony na tatrskich wozach. Prace miały trwać trzy dni, a na ich koniec odprawiono przy nowej budowli nabożeństwo. Jednak kapliczka, którą oglądamy, nie powstała z pewnością ''ad hoc''. Jej dopracowana architektura wskazuje, że jest to fundacja przygotowana i zrealizowana przez wytrawnego budowniczego, obeznanego z profesjonalną sztuką. Nie możemy jednak odrzucić całkowicie opisanego opisanego przekazu gdyż podany powód fundacji  jest prawdopdobny.

Po kapitulacji 26 sierpnia 1672 r. Kamieńca Podolskiego, którego obrona jest  motywem kończącym Trylogię Henryka Sienkiewicza, we wrześniu armia turecka podeszła pod Lwów. Miasto prowadziło rokowania w sprawie wykupienia się, rozpoczęły się też rozmowy pokojowe pomiędzy państwami. Wobec spodziewanego niedługo zawarcia traktatu, Turcy pozwolili stojącym w okolicy miasta, niebiorącym udziału w oblężeniu  czambułom tatarskim na zdobycie łupów, traktując to jako formę wynagrodzenia swoich lenników i jednocześnie nacisk na stronę polską, mający ją skłonić do przyjęcia upokarzających warunków  pokoju. 2 października dzikie oddziały Ordyńców w sile ponad 20 000 jeźdźców podzielonych na trzy zgrupowania ruszyły na zachód i północ palić, grabić i brać jasyr. Pospolite ruszenie gromadziło się dopiero, jak zawsze niemrawo, w okolicy Puław w widłach Wisły i Wieprza. Bardziej na  południe znajdowało się tylko kilka rozproszonych chorągwi komputowych (wojska zawodowego), które w okolicy Krasnegostawu skupił hetman Sobieski w celu ochrony zbierających  się nad Wisłą  głównych sił pod dowództwem króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Zdając sobie sprawę, że pospolite ruszenie nie będzie już przydatne w kampanii i chcąc ratować grabione tereny, osłabić gorycz porażki, jaką była do tej pory wojna, oraz poprawić polską pozycję w trwających negocjacjach, postanowił zaatakować zajętych plądrowaniem Tatarów. Dysponując około 3 000 tysiącami jazdy i dragonii, hetman ruszył 5 października spod Krasnegostawu. ''Wyprawa na czambuły" trwała 9 dni, podczas których oddziały Sobieskiego przemieszczały się z imponującą szybkością ok. 50 km na dzień, znosząc po drodze oddziały tatarskie oraz uwalniając kilkadziesiąt tysięcy ludzi z jasyru. Już pod wieczór 6 października doszło do większej potyczki pod Narolem, gdzie uwolniono też ok. 3000 jasyru ''szlachcianek, dzieci y ludu pospolitego''. Koło Nowin Horynieckich polskie oddziały pojawiły się 7 października przed południem. Przechodząc koło Bruśni (Brusna), trafiono na opuszczone w popłochu koczowisko tatarskie, gdzie zastano ''wiele bardzo bydła i dzieci niemało porzuconych''. Sobieski rozpoczął manewr oskrzydlający główne siły północno-zachodniego zgrupowania tatarskiego pod dowództwem syna chana krymskiego, sołtana Dżiambet Gireja, podążające w kierunku Niemirowa, którego wynikiem było całkowite rozbicie Tatarów. Wydarzenia te, znane pod nazwą bitwy pod Niemirowem (7 X),  opisuje "Dziennik pogromu Tatarów od Krasnobrodu do Kałuszy"  napisany 15 października 1672 dla dworu królewskiego: ''Zginęło 6 albo 7 Murzów znacznych, a inszych trupem kilka ślaków na dwie mile znaczne zostały. Wzięty Tuchay Murza żywcem, a inszych kilkadziesiąt. Dzieci, białychgłów, y inszego ludu szlacheckiego y pospolitego na dwanaście tysięcy odbito.'' Następnego dnia żołnierze zbierali uwolnione z jasyru dzieci i odsyłali je do okolicznych monasterów.

Kapliczka Sobieskiego w Nowinach Horynieckich Nowiny Horynieckie, św. Jan Nepomucen w kapliczce tureckiej Krzyż ofiar UPA w Nowinach Horynieckich
fot. 2016 fot. 2004 fot. 2004
Wojsko poszło dalej na następne czambuły, a uwolnieni ludzie składali dziękczynne śluby. W ich wyniku powstała prawdopodobnie również przydrożna kapliczka w Nowinach. Być może na miejscu postawionego zaraz po wydarzeniach krzyża. Krzyże takie znaczyły szlak walk i cierpień jeńców. Nazywane są "Turkami" i pamięć o nich lub one same zachowały się jeszcze w niektórych osadach: Basznia Dolna, Huta Stara, Lisie Jamy, Lubaczów, Krowica, Podemszczyzna, Radruż. Na terenie położonego obok Nowin Nowego Brusna zachowała się również pamięć o "kapliczce tureckiej", a w Starym Bruśnie były trzy krzyże, określane przez miejscową społeczność jako pochodzące z "wojny tureckiej". Jeden z nich podobno istniał jeszcze w latach 70. XX w.

Nie wiadomo, kiedy w opisywanej kapliczce pojawiła się rzeźba św. Jana Nepomucena. W II połowie XVII w. jego kult był lokalnym czeskim kultem promowanym przez jezuitów. W Polsce rozprzestrzenił się on w okolicach beatyfikacji (1721, kanonizacja 1729). W każdym razie święty nie miał związku z wydarzeniami, w wyniku których powstała kapliczka, a jej fundatorowie byli nieświadomi jego istnienia.

Budynek miał pierwotnie dach kryty gontem. Pod koniec XIX w. został on zmieniony na blaszany. Wiąże się z tym przekaz o pochodzeniu środków na remont. Otóż pod koniec lat 70. XIX w. mieszkaniec Nowin Horynieckich  miał paść w okolicach kapliczki krowy i znaleźć przypadkiem sakiewkę z pieniędzmi. Pomimo ogłoszeń w kościele w Horyńcu właściciel się nie zgłosił. Uczciwy znalazca przeznaczył pieniądze na cele społeczne: szkołę w Nowinach, wymianę dachu w kościele w Horyńcu, nową kaplicę w miejscu objawienia Matki Boskiej w Nowinach i blachę na kapliczkę turecką. Była to więc poważna kwota, a uczciwość pasterza wielka.

Kapliczka znajduje się w dobrym stanie dzięki mieszkańcom wsi, którzy pieczołowicie o nią dbają. W 2008 r. podczas prac konserwacyjnych zerwano betonową wylewkę na podłodze, odkrywając oryginalne płyty z bruśnieńskiego kamienia, oraz wymieniono drzwi, a także naprawiono krzyż. Został on wystawiony w podzięce za przeżycie trudnych lat wojennych i pierwszych powojennych (po I wojnie światowej).  

Przedstawiony wyżej powód fundacji kapliczki jest bardzo prawdopodobny. Warto jednak wspomnieć, że jej wiązanie z nazwiskiem Jana Sobieskiego może też wynikać z tego, że hetman, potem król, związany był z okolicą również w czasach pokojowych. W pobliżu znajduje się jedna z ulubionych siedzib Sobieskiego, leżący dziś na Ukrainie Jaworów (ok. 40 km w linii prostej). Zapalony myśliwy penetrował w poszukiwaniu zwierza lasy wschodniego Roztocza, a w Horyńcu miał nawet dworek myśliwski. Do legendy uzdrowiska należy przekaz, że król Jan III Sobieski leczył w wodach horynieckich gościec i reumatyzm, których nabawił się w potrzebach wojennych. Jest to możliwe, gdyż zachowały się informacje, że król korzystał z takiego leczenia w niedalekim Szkle (Ukraina) i "poszukiwał wód". Bardzo możliwe, że mający kłopoty z nadciśnieniem Sobieski odczuwał ulgę w horynieckim mikroklimacie, który i dziś polecany jest na schorzenia układu krążenia. 

Krzyż ofiar UPA

We wsi znajduje się jeszcze jedno miejsce upamiętniające tragiczne wydarzenia z historii. W nocy z 16 na 17 sierpnia 1944 r. bojówki UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) z sotni Zaliźniaka  zamordowały 18 mieszkańców w wieku od 7 do 91 lat i spaliły większość zabudowań. W efekcie tych wydarzeń i ciągłego zagrożenia Polacy zostali przesiedleni. Wieś liczyła około 150 gospodarstw.  Część  uchodźców założyła pod Lubaczowem nową wieś Piastowe. Pozostali wrócili dopiero w 1948 r. po zakończeniu akcji "Wisła", w której z pogranicznych terenów przesiedlono ukraińskich mieszkańców na ziemie zachodnie.  Niestety pomimo kilkusetletnich wspólnych przeżyć wzrost nacjonalizmu spowodował, że sąsiedzi nie potrafili żyć obok siebie.

W centrum wsi znajduje się krzyż na mogile 11 ofiar. Miejsca spoczynku pozostałych są nieznane. Zdjęcie przedstawia stan z 2004 r. Później zmieniono inskrypcję na tablicę z podobnym napisem i nazwiskami zabitych (w 2008).
© Michał Zalewski 2010